Dziki lokator nie tylko w Twoim mieszkaniu, czyli o cybersquattingu

cybersquatter

Masz stronę internetową ? Świetnie. A czy wiesz jakie niebezpieczeństwa czyhają na Ciebie w cyberprzestrzeni i czy wiesz jak się przed nimi uchronić?

W dzisiejszym artykule przybliżymy Wam sylwetkę cybersquattera, czyli tzw. dzikiego lokatora internetowego – jak go rozpoznać oraz jak z nim walczyć.

Cybersquatting – z czym to sie je ?

Cybersquatting to słowo wywodzące się od squattingu, które oznacza zajmowanie budynków bez zgody właściciela. W sieci cybersquatting odnosi się do tzw. dzikich lokatorów internetowych rejestrujących domeny, których nazwę wykorzystuje jakaś znana firma lub marka, która jeszcze nie zdążyła zarejestrować danej domeny. Cybersquatterzy często wykupują rozmaite warianty domen, np. obok domeny zakończonej na .com wykupują domeny zakończone na .net lub .org, korzystając z faktu, że wiele firm wolałoby zabezpieczyć dla siebie szereg domen najwyższego poziomu, a nie tylko domeny typu .com. Cybersquatter liczy na to, że odsprzeda taką domenę za dużą kwotę. Ze względu na podobieństwo nazw, cybersquatterzy mogą też przejmować część ruchu popularnych domen.

Jednym z najgłośniejszych przypadków takiej działalności w naszym kraju był przypadek łódzkiej firmy Microsoft zajmującej się handlem ziołami. Udało się jej zgodnie z prawem zarejestrować domenę microsoft.pl, ponieważ różniła się formą prawną od amerykańskiej firmy. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że domena została potem wystawiona na sprzedaż. Koniec końców Microsoft odzyskał domenę, ale odbyło się to na drodze sporu sądowego. Poza odebraniem domeny prowadzący cybersquatting właściciel nieuczciwej firmy został ukarany karą odszkodowania w wysokości 30 000 złotych.

„Potrzebny nam podatek”

Alex Tajirian, komentator opiniotwórczego serwisu CircleID, który zajmuje się tematyką infrastruktury internetu, wystosował niedawno szokującą propozycję opodatkowania nieużywanych domen sugerując, że zniechęci to cyber- i typosquatterów.

Taki podatek miałby być według Tajiriana nałożony nie przez rząd, ale przez branżę, a wpływy z niego miałyby być przeznaczone dla szeroko pojętej społeczności internetowej. Wysokość podatku od danej domeny zależałaby od jej wartości rynkowej i powinna być wystarczająco duża, żeby zniechęcić do parkowania domen i zachęcała do rozwoju domen.

Propozycja jest jednak dość mglista. Wpływy przeznaczone dla społeczności internetowej ? Czy może raczej na administrację powołaną do zarządzania wprowadzonym systemem podatków? Ponadto nie ma czegoś takiego jak wartość rynkowa domeny – domena jest warta tyle, ile ktoś jest w stanie za nią zapłacić. Realizacja postulatu wydaje się mało realna.

Zabezpieczanie najpopularniejszych rozszerzeń

zabezpiecz rozszerzenia

Nałożenie podatku na cybersquatterów leży w dalekiej przyszłości. Jak zatem inaczej poradzić sobie z problemem? Sami właściciele stron internetowych mogą się uchronić przed domenową podróbką rejestrując adresy z kilkoma rozszerzeniami. Rzecz w tym, że tylko polskich domen jest całkiem sporo (na przykład .com.pl, .net.pl, .sklep.pl i inne).

Dodajmy do nich jeszcze rejestrację tej samej nazwy z popularnymi na Zachodzie końcówkami .com i .eu  lub z nowymi rozszerzeniami (jest ich aktualnie ponad 300) – okaże się, że jak podliczymy samą rejestrację tych wszystkich rozszerzeń to otrzymujemy astronomiczne sumy przekraczające 100 000 złotych… Ale bez obaw – jest to szczególnie ważne w przypadku firm o zasięgu globalnym np. Google. Jednak żadna ze znanych firm nie zaczynała swojej działalności od wykupienia wszelkich możliwych adresów internetowych. Na początek  wystarczy zabezpieczyć najpopularniejsze rozszerzenia.

Rejestratorzy czuwają

Aby zapobiec przetrzymywaniu domen lub uniemożliwić kupno niektórych domen przez przypadkowe osoby (na przykład przez takiego cybersquattera), rejestratorzy mogą nałożyć restrykcje na niektóre domeny internetowe, jak w przypadku domeny .travel. W ciągu 60 dni od momentu rejestracji domeny .travel, należy uruchomić pod nią działający serwis internetowy związany z branżą turystyczną. Jeśli nie spełnimy tego wymogu nasza domena może zostać usunięta bez zwrotu opłaty rejestracyjnej.

Na zastrzeżenia napotkamy się również rejestrując domenę .pro, która jest dostępna wyłącznie dla osób wykonujących zawody wymagające licencjonowania przez organy rządowe lub inne na mocy prawa (np. prawnik, lekarz, architekt). Należy zwrócić uwagę, że przy rejestracji domeny .pro będziemy musieli podać numer licencji/uprawnienia/prawa do wykonywania zawodu czy też nazwę organu wydającego takie uprawnienie. W przypadku negatywnej weryfikacji podanych danych przez rejestr .pro, rejestracja domeny może zostać anulowana, a wniesione opłaty nie zostaną wówczas zwrócone.

A podatek? Czy rzeczywiście propozycja Tajiriana znajdzie zwolenników i podatek będzie kolejną dostępną bronią do walki z cybersquatterami, również na polskim rynku? Czas pokaże.

PS. Jesteśmy oczywiście daleko od wyczerpania informacji związanych z cybersquattingiem. A jak na przykład odzyskać domenę z rąk takiego cybersquattera? O odzyskiwaniu domen, rynku wtórnym czy sporach sądowych opowiadamy w kolejnych artykułach:

Padłeś ofiarą cybersquattera? Podpowiadamy jak odzyskać domenę
Spory domenowe, czyli jak odzyskać domenę w sądzie

Źródła danych:

  • http://www.circleid.com/posts/20150515_curbing_cyber_and_typosquatting
  • http://interaktywnie.com/biznes/artykuly/biznes/cybersquatting-jak-sie-przed-nim-ochronic-23345
  • http://di.com.pl
  • http://www.ebiznespolska.pl

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij

Wypełnij formularz, aby otrzymać Domenowy Niezbędnik

* Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowościach, promocjach, produktach i usługach firmy Domeny.tv. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.