Czy czeka nas monotonia w słowotwórstwie? Ile treści przewijających się przed naszymi oczami jest wygenerowane w 100% przez sztuczną inteligencję?
Bardzo trudno jest określić poziom nasycenia treści (słowo, obraz, dźwięk) w pełni wygenerowanych od twórców oznaczonych „pieczątką” made by humans. Trudno ustalić, ponieważ internet zalewany jest spamem od AI. Nie tylko treści słowne, nie tylko grafiki i video. Nawet na Spotify trafisz na muzykę będącą dziełem niebiałkowych twórców.
Nie mam postawy anty-AI. Wręcz przeciwnie, czerpię garściami z dobrodziejstw oferowanych przez modele generatywnej sztucznej inteligencji.
To, co widzę, to nieraz bezrefleksyjne poleganie na tym, co wyświetli się w oknie dialogowym czata. Pomysł podany przez AI niekoniecznie będzie twórczy, oryginalny, zaskakujący, wnikliwy, a mimo to człowiek cieszy się, że tak szybko dostaje gotowe rozwiązanie. Takie gotowce można również otrzymać w zadaniach wymyślenia nazwy.
Czy można polegać na AI w namingu?
Czy AI potrafi wczuć się w sytuację życiową przedsiębiorcy planującego założyć firmę, wypuścić aplikację, uruchomić sklep on-line? Odczuwa presję czasu? Czy wie, co to jest biurokracja, czeka niecierpliwie na załadowanie się aplikacji mObywatel? Odpowiedź jest oczywista.
Mnogość spraw do zorganizowania i załatwienia jest ogromna. Każdy szuka ułatwień w stworzeniu biznesplanu, zaprojektowaniu projektu katalogu handlowego, wykonania opisów produktów, rolki na TikToka. Korzysta jak może. Korzysta z pomocy AI, również w wymyśleniu nazwy. Jeśli ma czas i pokłady cierpliwości uzyska efekt. A jeśli chce uzyskać efekt szybko? Dostanie „produkt” o przeciętnej jakości.
Operator AI musi być wymagającą osobą
Przeciętność w namingu w ogóle mnie nie dziwi. Statystyka, choćby była nudną i niezrozumiałą dziedziną, potrafi wyjaśnić, dlaczego świat opiera się na przeciętności.
Rozkład normalny (tzw. Krzywa Gaussa) wyraźnie mówi o tym, że mniej więcej 68% rozwiązań jest „normalnych”, czyli standardowych, najliczniej reprezentowanych. Inaczej mówiąc, trzymając się powyższego twierdzenia i adaptując go do świata namingu: w nazewnictwie firm/marek ok. 2/3 nazw jest przeciętnych, w pozostałych 1/3 znajdują się nazwy genialne oraz fatalne.
To teoria. A praktyka?
Ponieważ siedzę głęboko w namingu (od 2014 roku), mam prawo twierdzić, że Krzywa Gaussa jest adekwatna w tej specyficznej branży.
Nie rzucam słów na wiatr. Gdy tworzę analizę namingu marek w danej kategorii rynkowej, okazuje się, że większość nazw jest przeciętnych, takowymi potrafią być nawet liderzy rynkowi. Poza dominującą masą przeciętniaków znajdują się również pomysły genialne oraz kiepskie.
Algorytmy otaczają nas przeciętnością!
Przeciętne nazwy kreuje sztuczna inteligencja. Obserwacja ta wynika z mojej pracy z modelami AI LLM podczas projektów namingowych.
Korzystam z własnego agenta namingowego w ChatGPT, a więc z narzędzia skalibrowanego do generowania nazw. Moje wnioski nie powinny być zaskakujące: model AI tworzy nazwy bardzo podobnie tak jak nasz ludzki umysł. Dostarcza pomysły przeciętne, rewelacyjne oraz nijakie. Tych przeciętnych jest najwięcej. Na dowód podam przykłady.
Oto zadanie: stworzyć nazwę dla nowej marki akcesoriów telefonów GSM.
Pomysły podane przez mojego asystenta namingowego w ChatGPT:
Kovra, Egis, Qualia, Explorand, Oakino, Digate, Fortel, Shielda, Vexor, Quanmo, Halo Point, Nomadix, Arcion Dock, Helion Port, Argon, Valor, Stalion, Defian, Prysm, Sentra.
Oczywiście to początek rozmowy z czatem, po wgraniu mu briefu namingowego, koncepcji marki oraz wpisaniu odpowiedzi na jego kierunkujące pytania.
Nie będzie żadną tajemnicą, że każda kolejna iteracja podwyższała poziom kreatywności. Sukces polegał na wydobywaniu w każdej iteracji po jednej, dwóch nazw lub inspiracji do dalszej pracy — ludzkiej (mojej) obróbki słowno-semantycznej. Ten słowny materiał ułatwiał wymyślanie kolejnych, coraz to lepszych nazw.
Dla kontrastu: oto nazwy istniejących marek dostępnych z poziomu e-commerce i rynku tradycyjnego:
Spigen, Pitaka, Nomad, OtterBox, Pelican, Anker, UGREEN, Swiftronics, CaseFit, Juice, Mobile Fun, Hama, Mobile Outfitters, Caseology.
I jeszcze jedna podpowiedź. Tak brzmią marki sprzętu gamingowego:
ASUS ROG, Acer Predator, Lenovo Legion, HP Omen, Dell Alienware, Razer Blade, Steelseries, Finalmouse, Keychron, Ducky, Glorious, Samsung Odyssey.
Widać, to co widać. Prawda jest bolesna. Powyższe nazwy są lepsze, chwytliwe, opisują to, co kluczowe, wywołują reakcję serca. Różnica między tym, co wymyśla AI, a realiami jest ogromna (na starcie). Co zrobić, aby ją zniwelować?
Czy AI potrafi wymyślić genialną nazwę?
Żeby dojść do poziomu nazewnictwa ww. marek akcesoriów GSM i linii gamingowych należy poświęcić więcej czasu niż jedna sesja kreatywnej burzy mózgów ze sztuczną inteligencją.
W wielu rozmowach wybitnych naukowców, guru od sztucznej inteligencji można dowiedzieć się prawdy, że generatywna sztuczna inteligencja jest modelem predykcyjnym. Czyli modelem statystycznym. Przynajmniej na razie. Oznacza to, że zawierzenie inteligentnemu automatowi nie zawsze przyniesie oczekiwany efekt.
Co z tego wynika? Weźmy jako dowód wspomnianą Krzywą Gaussa. Przyjmijmy założenie, że przedsiębiorca albo zespół organizujący burzę mózgów ma ograniczony czas na projekt namingowy. Działa więc konkretnie, szybko, do celu. W takiej sytuacji istnieje domniemane ryzyko, że pojawi się presja, aby „wycisnąć” z modelu LLM — owego jak najwięcej. Każda kolejna iteracja, prowadzenie rozmowy z czatem zabiera czas, który jest potrzebny do tego, aby jeszcze samodzielnie główkować.
Oznacza to, że otrzymanie jakiejś „kreatywnej” nazwy zadowoli osobę promptującą z czatem AI. Weźmie taką, którą albo wymyśli AI, albo będzie efektem współpracy człowieka i AI.
Czy właśnie nie o tym piszę? Bezrefleksyjnie wpadamy w przeciętne treści generowane przez algorytmy AI, w tak zwany AI-slop.
AI-szrot w namingu
Wierzę w słuszność moich podejrzeń w tym, że w namingu również będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem tzw. AI-slop.
Rzeczownik ‘slop’ w języku angielskim oznacza pomyje, lurę, papkę. Określenie o negatywnej aurze i nieciekawa laurka dla osiągnięć serwowanych przez modele będących mądrzejszymi od najbystrzejszych ludzkich umysłów.
Jeszcze nie ma w naszej nomenklaturze polskiego synonimu do AI-slop. Agencja Green Parrot forsuje pojęcie AI-szrot. Inne pojęcia, które się przewijają to: szambo, śmieci, infomyje (wg Artura Kurasińskiego), prompotwór.
Mnie przekonuje słowo AI-szrot. Zobaczymy jakie określenie przyjmie się finalnie. Może pozostanie w oryginale, podobnie jak pojęcia ‘spam’, ‘scam’, ‘followers’, ‘mail’, ‘reels’.
Krzywa Gaussa w namingu
Ludzki umysł oraz sztuczna inteligencja generują pomysły według rozkładu normalnego, Krzywej Gaussa. Wg teorii 68% nazw powinno pojawić się jako „normalnych”, czyli przeciętnych, niewyróżniających się. Następnie, teoretycznie, wśród 1/3 proponowanych nazw pojawią się rodzynki, te pożądane, chwytliwe, kozackie nazwy i zarazem znajdą się również śmieci, odrzuty, kiepskiej jakości nazwy.
Jeśli AI serwuje papkę namingową – bo jak inaczej określić nawet przeciętną nazwę marki? – wówczas twoim zadaniem jest zhackować ten system. Wymyślić samodzielnie lub z pomocą ulubionego modelu LLM nazwę będącą przeciwieństwem AI-szrotu. Podpowiem, że nie jest to arcytrudne zadanie.
Jak być lepszym w namingu od AI?
Człowiek jest istotą myślącą. Mamy zasoby i pomysły wykraczające poza schematy modeli predykcyjnych. Żeby nie być gołosłownym, przedstawię trzy kierunki kreacji nazwy wykraczające poza schemat myślenia (kreacji) modeli LLM-owych. To znaczy, dopóki nie wpiszesz w poleceniu wykonania takiego właśnie sposobu kreacji nazwy, uwierz mi, nie otrzymasz tego typu pomysłów wprost od czata.
Zanim przejdę do tego punktu, wyjaśnię podstawowe zasady namingu.
Wielka Trójka Namingu
Nazwa marki powinna być: zrozumiała, łatwa do przeczytania, wymówienia i zapamiętania, wyróżniająca, ponadczasowa, modna, adekwatna do grupy docelowej, odpowiadająca na wyzwania zawarte w koncepcji marki. Czy pominąłem jeszcze jakieś inne wymagania? Już ta lista życzeń jest długa i wykluczająca się.
Porównajmy sobie czytelność takich nazw.
Pierwsza grupa: Piekarnia Okruchy, Stara Mydlarnia, Furgonetka, Kupklocki.pl, Diagnostyka, Zrzutka, Browar za miastem.
Druga grupa: Jasnopis, Listny cud, Niebezpiecznik.pl, Stoperan, Koko World, Autenti.
Na koniec takie nazwy: TikTok, Oshee, Rexona, Google, Blik, Pepco, Rolex, Häagen-Dazs.
Pierwsza grupa zawiera nazwy opisowe, najłatwiejsze do stworzenia. Opisujesz produkt, usługę w czytelny, dosłowny lub subtelny sposób.
Druga grupa to nazwy skojarzeniowe. Potrzeba tu więcej finezji, kreatywności i pomysłu jak nazwać produkt, usługę w niedosłowny, opisowy sposób.
Ostatnia grupa to nazwy sztuczne. Wbrew pozorom są bardzo łatwe do stworzenia, ale wymagają oryginalnego pomysłu na to, aby nazwa sztuczna nie była do końca wymyślona na chybił trafił.
Może wydawać się banalnym stwierdzenie, że my ludzie posiadamy gen ciekawości. Dlatego klikamy na clickbaitowe tytuły, ciekawość zżera na widok hasła „promocja”, zaglądamy do tajemnic celebrytów. Po prostu lubimy historie, opowieści, ciekawostki.
Hasło „storytelling” jest obowiązkowym elementem w zasobach wiedzy marketera. Storytelling jest opowieścią o historii marki. Dobry storytelling przemyca ciekawostki, zagadki, historie pozostające długo w sercu.
Storytelling pojawia się również namingu? Jeśli nazwa sztuczna ma w sobie cząstkę historii, zyskuje drugie życie semantyczne. Bo w końcu coś jednak znaczy, podobnie jak Blik (od blisko, click, link), Durex (od durability, reliability, excellence), Yope (fonetycznie do soap), Hagi Cosmetics (od Hanna, Agata, Gabriela i inni partnerzy).
Wyjaśnienie genezy nazwy wpływa na zakodowanie się jej w umyśle odbiorcy. Pytanie jednak ile jest dociekliwych osób, szukających drugiego dna? Na pewno zdecydowana mniejszość. I dlatego chcąc zachęcić odbiorcę do rozwikłania tajemniczej nazwy, należy umieścić w niej widoczny haczyk. Podobnie, gdy widząc czarną, masywną skrzynkę z pokrętłem od razu kojarzymy ją z sejfem, tak również nazwa swym wyglądem może wywoływać call-to-action, szeptem mówić „odkryj mą tajemnicę”.
1 kierunek kreacji: Nazwa kalamburowa
Kalambur namingowy? Cudownie. Odkryjmy jego sens.
Takim kalamburem jest nazwa funduszu inwestycyjnego składająca się z czterem elementów: a16z.
Tylko tyle i aż tyle. Nieprawdą jest, że to krótka nazwa. Założycielami funduszu venture capital są Marc Andreessen i Ben Horowitz. Zestawiając nazwiska Andreessen Horowitz, mamy łącznie 18 liter, w tym pierwszą jest A, ostatnią Z. Zostało nam jeszcze środkowych 16 liter. Kalamabur rozwiązany!
Również nazwa n8n z marszu wydaje się zagadkowa.
Fraza node związana z kodowaniem, programowaniem, automatyzacją. Znajduje się tu określenie „node automation” skrócone do „nodemation”. Matematyczny wzór n+odematio+n daje wynik n8n. Znając szyfr odgadywania z tym namingowym kalamburem, jest już łatwiej, prawda?
Ciekawie wygląda nazwa marki ASICS.
Brzmi trochę dziwnie, tajemniczo, ale można ją swobodnie wymówić. Prawda jest taka, że wywodzi się od łacińskiego wyrażenia „anima sana in corpore sano” przekształconego z oryginalnego powiedzenia „mens sana in corpore sano” (w zdrowym ciele zdrowy duch).
Czy powyższe nazwy są dziełem sztucznej inteligencji? Nie, ponieważ powstały przed erą AI. A czy mogłyby być w obecny czasach? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Mogę domniemywać, że model predykcyjny nie wymyśli sam od siebie kalamburowej nazwy. Zaproponuje takową, jeśli otrzyma właściwe polecenie. Jednak aby taki prompt powstał, operator, czyli ty, musisz mieć wiedzę o tym, że nazwa kalamburowa jest ciekawą furtką do bycia oryginalnym i unikalnym.
2 kierunek kreacji: Nazwa numeryczna
Nazwa z cyfrą rzadko pojawia się we wszelkich zestawieniach firm, produktów, usług. Bo nie jest popularną formą nazwania swojego biznesu. Wynika to z faktu, że wstawienie cyfry musi mieć swoje uzasadnienie. Najpopularniejszymi nazwami numerycznymi są te zawierające cyfrę 2 i 4, zastępujące zaimki „to” i „for” np. Home4You, app2you, albo Q8, CR8. Ten popularny „standard” obecnie trąci banałem.
Spójrzmy na inne ciekawsze nazwy numeryczne.
Ręka w górę, kto nie miał w ręku smaru o nazwie WD40? A nawet jeśli nie używał/a, to zapewne słyszał/a o niezbędniku każdego warsztatu, domu, mieszkania.
Skąd pochodzi nazwa WD40? Firma, która pracowała w 1953 r. nad stworzeniem linii rozpuszczalników i odtłuszczaczy zapobiegających rdzewieniu („water displacement“) do zastosowań w przemyśle lotniczym i kosmicznym w roku osiągnęła cel dopiero przy czterdziestej próbie. Stąd skrótowa nazwa WD40.
Ciekawą nazwą numeryczną jest 8a.pl.
8a nawiązuje do stopnia trudności we francuskiej skali wspinaczkowej. Jest to poziom uważany za wyjątkowo wymagający. Przeznaczony jest dla wspinaczy o co najmniej średniozaawansowanych lub wysokich umiejętnościach technicznych i kondycyjnych. Stanowi symboliczną granicę we wspinaczce górskiej, niepisaną linię między wymiarem amatorskim, a profesjonalizmem.
Również interesująco wygląda 100cznia – kultowe miejsce na imprezowej mapie Gdańska. Lokal znajduje się na dawnych terenach Stoczni Gdańskiej.
3 kierunek kreacji: Nazwa eponimiczna
Nazwa eponimiczna, czyli taka, która wywodzi się od założyciela firmy, foundera, wynalazcy, inicjatora albo od słynnych postaci ze świata fikcji (i literatury) i historii (władcy, wynalazcy, prekursorzy).
Podam kilka nazw marek, które będą zaskoczeniem, ponieważ wywodzą się od postaci:
Bakoma – Barbara Komorowska,
Kazar – Artur Kazienko,
Levann – Anna Lewandowska,
Max Factor – Maksymilian Faktorowicz,
Apart – Adam i Piotr (Rączyńscy) + art,
Haribo – Hans Riegel + miasto Bonn,
Adidas – Adolf Dassler,
Kamis – Robert Kamiński,
Mokate – Teresa i Kazimierz Mokrysz,
Aston Martin – współzałożyciel Lionel Martin + miejscowość Aston Hill, gdzie odbywały się wyścigi samochodowe.
Wnioski AI w namingu
Przedstawiłem trzy sposoby unikalnej kreacji nazwy marki, które w mojej opinii żaden model generatywnej sztucznej inteligencji nie wymyśli w pierwszych iteracjach. Wymyśli, jeśli otrzyma odpowiednio przygotowany prompt. Dlaczego?
Ponieważ AI jest jeszcze modelem statystycznym, probabilistycznym, posiada wiedzę z treści nabytych z trenowania oraz bieżącej pracy. Staje się niezbędnym wsparciem pracy człowieka, gdyż posiada niezwykłą zaletę: umiejętność szybkiego przetwarzania danych i docierania do najodleglejszych zakamarków nabytej wiedzy.
Wadą AI jest wymyślanie standardowych, przeciętnych rozwiązań namingowych. Będą poprawne, ale pozbawione polotu. Dlatego powstał termin AI-slop (AI-szrot) będący odpowiedzią na zalew bezrefleksyjnych treści generowanych przez sztuczną inteligencję.
Jednak kluczowym argumentem za korzystaniem z takiej formy asysty jest szybkość i ilość — w ciągu kilkunastu minut otrzymasz wielokroć tego, co ludzki mózg wymyśli. I co ciekawe, nieraz te banalne, przeciętne nazwy mogą być lepsze, niż to, co człowiek wymyśli w trakcie kilkudniowego procesu twórczego.
Nie ma co ukrywać, AI jest prometejskim darem. Zastępuje średni poziom myślenia, pracę przeciętnego specjalisty. Wespół z Tobą, operatorem, wchodzicie na wyższy poziom namingu. Jeśli chcesz tego dokonać, poznaj różne techniki nazewnictwa. Szczegółowo opisuję je w pozostałych artykułach na blog.domeny.tv.
Właściciel agencji namingowej do szybkich i trudnych zadań Syllabuzz.pl. Pracuje do skutku, aż do wykreowania kozackiej nazwy. Zajmuje się Namingiem, Renamingiem i Rebrandingiem. Uważa, że warto posiadać ciekawą, ponadczasową nazwę, taką która dożyje matuzalemowego wieku.












